Naturalne metody wzmacniania organizmu towarzyszyły mi od dziecka. Moja mama leczyła mnie i moją siostrę homeopatią, ziołami i aromaterapią. Dla wielu efekty były zaskakujące – chorowałam rzadko, byłam odporna, silna psychicznie, wysportowana i pełna energii. Jednak z czasem sama wpadłam w pułapkę szybkiego usuwania objawów – krople do nosa, garść tabletek i gotowa do działania. Pracowałam na pełnych obrotach, ignorując sygnały płynące z mojego ciała. Eksploatowałam się, żyjąc na autopilocie, nie słuchając ani siebie, ani swojego serca.
Przełom przyszedł, kiedy byłam w pierwszej ciąży. Zrozumiałam, że nie umiem odpoczywać, a to kim jestem i gdzie jestem, wydawało mi się całkowicie obce. Zamiast radości z nowego życia – pustka i zagubienie. Dni zamieniały się w miesiące bez wyjścia z tego stanu. Największy wstrząs przeżyłam, gdy moje drugie dziecko trafiło do szpitala mając zaledwie dwa miesiące. Wenflony wbijane w jego główkę, wymęczone ciało, szpitalne korytarze – do dziś to pamiętam. Mimo potwierdzonego wirusa, otrzymywał dwa dożylne antybiotyki – teraz wiem, że były zbędne. W akcie desperacji zwróciliśmy się ku homeopatii, która szybko przyniosła rezultaty. Odporność dziecka wzrosła, zazdrość starszego ustąpiła, a w naszym domu zapanował spokój.
Jednak to było tylko częściowe rozwiązanie. Nasze wyzwania trwały, szczególnie gdy mój partner doznał rozległego zawału serca. Ponad połowa jego serca przestała pracować, a szpitalne wyjście wiązało się z torbą pełną leków i skierowaniem do psychiatry. Gdy zobaczyłam kolejne pudełka tabletek, powiedziałam: dość. Wróciłam do korzeni – do medycyny holistycznej.
Stopniowo wprowadzaliśmy zmiany: suplementy, olejki eteryczne, medytacja, techniki relaksacji – wszystko, co mogło wspierać nasz umysł, ciało i duszę. Zaczęliśmy od badań, wyrównaliśmy braki witamin, a psychika odzyskała równowagę przy ogromnym wsparciu aromaterapii. Dziś olejki eteryczne są stałym elementem naszego życia. Nasza apteczka to wyłącznie czyste, ekologiczne produkty natury. Mój partner nie bierze już żadnych leków, które były mu wcześniej przepisane, a nasza rodzina żyje w harmonii.
Patrząc wstecz, jestem wdzięczna za każdą trudność, bo doprowadziły mnie one do miejsca, gdzie znów czuję, że żyję w zgodzie ze sobą. Znalazłam siłę w prostocie, równowagę w naturze, a zapachy stały się naszym codziennym wsparciem. Olejki towarzyszą mi wszędzie – w pracy, w domu, podczas wyjazdów. Dziś wiem, że te metody mogą nie tylko uzdrawiać ciało, ale też budować wewnętrzną siłę, o której zapominamy w codziennym biegu.
Dlatego dzielę się tą wiedzą – bo można żyć inaczej. Można wrócić do siebie, słuchając natury, otulając się jej dobrodziejstwami i odkrywając, że najprostsze rozwiązania często są najlepsze.
Twoje życie, Twój wybór.
Monika
